piątek, 10 sierpnia 2018

"NIE WIECIE, CO TO JEST PRZELEWAĆ KREW ZA WOLNOŚĆ! NA SZCZĘŚCIE!"

Dzisiaj pochowano Generała, jednego z największych bohaterów Powstania Warszawskiego.
Zbigniew Ścibor- Rylski, ps. Stanisław i Motyl, był uczestnikiem wielu walk II Wojny Światowej. Urodzony w małej wsi /obecnie na terenie Ukrainy/ , po kilku latach tułaczki osiedlił się z rodziną na Lubelszczyźnie, w okolicach Zamościa. Ojciec Zbigniewa, Oskar, otrzymał pracę u Maurycego Klemensa Zamoyskiego. Został zarządcą i dyrektorem tzw. klucza zwierzynieckiego, czyli jednego z największych majątków ziemskich II RP.
Sam Zbigniew, początkowo edukowany pod okiem domowych nauczycieli, został uczniem Realnego Gimnazjum Męskiego w Zamościu. Maturę zdał w 1937 roku w Kaliszu; wtedy też

postanowił zostać żołnierzem zawodowym. Wojenne losy rzucały go w różne strony, na różne fronty, kiedy w lipcu 1944 r został wezwany do Warszawy, gdzie przygotowywano się do powstania.
Po wybuchu Powstania Warszawskiego walczył w Zgrupowaniu "Radosław", batalion "Czata 49". Przeszedł cały szlak bojowy i brał udział w walkach na Woli, na Mokotowie i w Śródmieściu. Wiele razy otarł się o śmierć, a za
swoje zasługi odznaczony został Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.
Generał Zbigniew Ścibor- Rylski to jeden z wielu bohaterów Powstania 1944. Znamy go z imienia i nazwiska, wiemy skąd pochodził, znamy dobrze jego życie i działalność. A ilu było tych bezimiennych?
W momencie wybuchu powstania do walk przystąpiło ok. 50 tyś. żołnierzy z różnych zgrupowań konspiracyjnych.  W przeważającej liczbie były to oddziały AK, ale też niewielkie siły z innych organizacji.
Obok dorosłych do walki stanęły warszawskie dzieci. Do dowódców oddziałów powstańczych
zgłaszali się chłopcy w wieku 11-18 lat. Pełnili oni służbę jako łącznicy, przewodnicy w kanałach, niszczyli butelkami z benzyną niemieckie czołgi, pełnili służbę liniową na barykadach.
Zasłynęli z szalonej odwagi i determinacji. Wielu z nich awansowano na wyższe stopnie wojskowe, odznaczano Krzyżami Walecznych, Krzyżami Zasługi, wreszcie Virtuti Militari. Wielu z nich zapłaciło najwyższą cenę.
W Powstaniu Warszawskim walczyły także
kobiety, dziewczynki w wieku 14- 17 lat. Były one głównie łączniczkami i sanitariuszkami. Najmłodszą chyba uczestniczką powstania była Różyczka Goździewska. Ta niespełna 8-letnia dziewczynka pomagała w szpitalu polowym kompanii "Koszta" w kamienicy przy ul. Moniuszki 11. Dzięki jej wysiłkom uratowano
życie wielu ludziom.
Wydawać by się mogło, że dzieci wręcz nagminnie posyłano do walk powstańczych; a to nie tak było. Dzieci te same wręcz się "pchały" ze swoim uczestnictwem. Nie nosiły jednak karabinów, nie strzelały, ale tak jak Róża /przeżyła wojnę, zmarła w 1989 r/ pomagały np w szpitalach polowych. Tu trzeba pamiętać, że było wtedy upalne lato i nie tylko rany, ale i zwykłe muchy dokuczały rannym.Wtedy takie
dziecko odgoniło muchę, uśmiechnęło się do rannego, podało kubek wody. Pomagały jak umiały. I lżej było... i na ciele, i w sercu.
Bo wtedy dzieci uczone były patriotyzmu, wtedy w domach mówiło się o Polsce. A teraz?
Teraz Szwedzi śpiewają o tamtych dniach w Warszawie, bo Polacy skłóceni są jak nigdy dotąd. Tę małą, złośliwą i mściwą "przyczynę" wszyscy znacie. Ale:
"nie wiecie, co to jest przelewać krew za wolność! Na szczęście!"
[TEKST AUTORSTWA ZAPRZYJAŹNIONEJ CZYTELNICZKI]
[Info o adresie mojego drugiego bloga ukrytego przed bydlakami udzielam na Facebooku]